2017-04-02

Tego pana nie obsługujemy! (część 1)

Kolekcjonowanie autografów - cóż to takiego? Hobby, sposób spędzania wolnego czasu, możliwość obcowania z osobami z pierwszych stron gazet i czołówek programów telewizyjnych, sposobność niewielkiego (albo całkiem dobrego) zarobku? Każdy kolekcjoner sam zna odpowiedź na to pytanie. W moim wypadku jest to wszystkiego po trochu, choć nie ukrywam że świadomość, że sportowiec którego występy bardzo często oglądam w telewizji poświęcił kilka sekund swojego życia, by dla mnie namazać kilka kresek (a i czasem nawet naskrobać moje imię) na kartce papieru jest wielce budująca. Nawet czasami zdarza się miłe podziękowanie za list, co już w ogóle może wprawić w stan niezwykłej satysfakcji.
Ale niestety, nie zawsze jest tak różowo, jakby się chciało. Często jest tak, że napisane prośby pozostają bez odpowiedzi. Jakie są tego przyczyny - doprawdy trudno dociec. Prośba była zbyt nachalna i pozostała bez odpowiedzi? Zabrakło kuponu na odpowiedź a sportowiec nie ma zamiaru wysupłać kilku groszy, centów, pensów na pokrycie przesyłki? A może to Poczta Polska (ewentualnie inna, zagraniczna) nie spisała się i przefurmaniła gdzieś czy to naszą prośbę, czy też odpowiedź od zawodnika? Ile zagubionych listów, tyle odpowiedzi, zaś uzyskanie jednoznacznej informacji na temat stanu przesyłki, jeśli nie jest niemożliwe, to na pewno bardzo trudne.
W kolejnej serii poświęconej sprawom około-autografowym przedstawię krótkie historie poświęcone prośbom, które pozostały bez odpowiedzi. Oczywiście nie będą to wszystkie, gdyż wszystkich nie pamiętam, moje notatki dotyczące wysyłek nie są kompletne i skrupulatnie prowadzone. Po dość przydługim wstępie przechodzimy do rzeczy:

I. Norweski Związek Narciarski (NZN)
Niestety, na czoło wysuwa się NZN, dawniej wzór współpracy z fanami skoków narciarskich i ogólnie sportów zimowych. Brak konieczności dodawania kuponu na odpowiedź, możliwość wysyłania próśb zbiorowych - czego chcieć więcej! Wszystko popsuło się w 2015 roku, kiedy to zakończono odpowiadanie na prośby o autografy więcej niż jednego zawodnika, jednak nadal można było liczyć na otrzymanie jakiegoś podpisu. Wysłałem list z prośbą o podpis Rune Velty. Długo nie przychodziła odpowiedź, więc wysłałem maila z zapytaniem, czy nadal NZN zajmuje się wysyłaniem autografów. Odpowiedź była twierdząca, więc niezrażony poprzednim niepowodzeniem, wysłałem list z prośbą o podpis Andersa Bardala (w mailu była informacja, że również można liczyć na autograf zawodnika, który zakończył karierę), a zaraz potem - Bjørna Einara Romørena (w końcu teraz to pracownik Związku, na pewno przyjdzie odpowiedź!). Niestety, bardzo się przeliczyłem, odpowiedzi jak nie było tak nie ma, a Związek "wisi" mi 3 podpisy: Velty, Bardala i Romørena. Nie polecam pisać tam jakichkolwiek próśb.

II. Lindsey Van
Na podpisie amerykańskiej skoczkini bardzo mi zależało. Może nie jest wybitną zawodniczką, jednak w 2009 roku w Libercu wygrała pierwszy, historyczny konkurs Mistrzostw Świata. Dołożyłem więc wszelkich starań, by autograf pierwszej w historii mistrzyni świata znalazł się w mojej kolekcji. Był luty 2013 roku, więc byłem kolekcjonerem autografów od całego miesiąca. Szybkie rozpoznanie na Facebooku i jest, profil Amerykanki. Prośba o autograf w krótkich żołnierskich słowach doczekała się odpowiedzi, jednak nie takiej, jakiej się spodziewałem...


Dobra, nie to nie... przynajmniej na razie. Minął rok z okładem, zauważyłem że Lindsey stworzyła fanpage (wcześniej pisałem na jej prywatny profil). Pytanie o podpis wystosowałem jeszcze raz, jeszcze raz przyszła odpowiedź. Tym razem z prywatnym adresem!


Nie ma bata, teraz musi się udać! Błyskawicznie wybrałem najlepsze zdjęcia, przedstawiające Amerykankę w chwilach jej triumfu i chwały, czym prędzej je wywołałem, napisałem prośbę i całość wysłałem za ocean. I zacząłem czekać.
Znów minął rok. Lekko zniecierpliwiony ponownie napisałem wiadomość, wyraziłem zaniepokojenie co do stanu przesyłki. Znów dostałem odpowiedź.



No trudno, postanowiłem spróbować jeszcze raz. Zdjęcia wywołałem, prośbę napisałem i znów czekałem. I tak czekam już prawie 2 lata. Szanse na odpowiedź są praktycznie zerowe. Na szczęście podpis Amerykanki już mam w swojej kolekcji dzięki wymianie z Bartkiem, który miał więcej szczęścia i zdobył podpis Van. Można go obejrzeć tutaj.

III. Marit Bjørgen
Dwie prośby, razem z dwoma kuponami na odpowiedź poszły się kochać. Adres podany na jej oficjalnej stronie zwyczajnie nie działa. Myślałem, że gdy norweska biegaczka zajmie się opieką nad swoim dzieckiem to znajdzie chwilę na fanowską korespondencję... niestety, nic takiego nie miało miejsca. Pisząc ten artykuł, z ciekawości próbowałem odwiedzić stronę Bjørgen, by zobaczyć czy ten adres nadal tam jest - niestety (a może stety) strona nie działa.

IV. Joanna Szwab
Krótka prośba spotkała się z jasną i klarowną odpowiedzią.


Ode mnie - szacunek dla Joanny za postawienie sprawy jasno.

V. Jason Lamy Chappuis


I tak mógłbym bez końca. Widać tu pewną prawidłowość, z francuskim mistrzem kombinacji norweskiej próbuję się skontaktować w latach nieparzystych. Ponownie spróbuję w 2019 roku.

VI. Kazuyoshi Funaki
Tu już jestem bardziej "nachalny", próbuję każdego roku. Z miernym skutkiem jak dotąd.




VII. Anja Tepeš
Odkąd siostra Jurija Tepeša zakończyła karierę, kontakt z nią jest nadzwyczaj trudny. Co prawda miałem z nią przyjemność spotkać się w Krakowie, a nawet robić za przewodnika po mieście dla niej oraz jej znajomych, niemniej jednak potem kontakt nieco się urwał. Choć dostałem od niej adres, który jest zgodny z tym podanym na jej stronie internetowej, to żadnej odpowiedzi się nie doczekałem. A szkoda, podpisane zdjęcia, na których jestem ja razem z Anją z pewnością ubogaciłyby moją kolekcję.

Ciąg dalszy nastąpi!

9 komentarzy:

  1. Także niesiona miłością do Norwegów popełniłam błąd wysyłając do nich dwa listy. Oczywiście nie poddam się, co do nich, bo coś już udało mi się wyłuskać, tyle że jeszcze nie jest w moich rękach. Pisałam na fb do wszystkich Norwegów, których autografy mi się marzą. Hilde wyświetlił, ale wiadomo...na tym koniec. Jeśli chodzi o Toma sprawa jest lipna. Serio. Pisałam gdzie tylko się da. A teraz głupi Messenger przestał działać. I...nie mogę nawet sprawdzać kto wyświetlił. Beznadziejna sprawa...jesteś uparty. Oby Ci się poszczęściło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, ja sam czekam na sporo podpisów, tylko że w przeciwieństwie do Ciebie nie wiem tak naprawdę co się z nimi stało... Kiedyś jak pisałem na prywatny adres do Franka Lamparda, z którego były odpowiedzi dostałem z powrotem niepodpisane moje zdjęcie w kopercie...A reszta najprawdopodobniej trafiła pod zły adres, nie została rozpatrzona pozytywnie bądź zaginęła na poczcie :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja czekam na wiele podpisu tylko u mnie to wygląda tak, że z zagranicy zaraz dostaje od powiedzieć a listy wysyłane do polski, czekam już na nie które ponad rok ;/
    Zapraszam na nowy wywiad: dreamerworldfototravel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak często mam.. Chora sytuacja ;/

      Usuń
  4. Bardzo przydatny post, czekam na ciąg dalszy ;)
    Najgorsze jest to jak skoczek Cię olewa i nie odpisuje, albo gdy list po prostu gdzieś przepada... Jest to niestety nasza bolączka.. Zapraszam Cię na nowy post: http://autografyzuzy.blogspot.com/2017/04/12-stefan-kraft.html :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mimo tego iż nie mam za wielkiego doświadczenia w zbieraniu autografów to od kilku kierowców nie dostałam autografu, mimo iż czekam już ponad rok. Miałam też sytuację że jeden kierowca zgubił mi jedno zdjęcie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja na szczęście nie mam takich problemów.

    Zapraszam na nowy post.
    blizejgwiazd.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja niestety wysłałam do Norwegów z 5 listów. A co do Joanny Szwab, to ona mi wysłała swój autograf, a nawet dolaczyła list :)
    http://autografymartynyautografy.blogspot.com/2017/04/moim-autorytetem-jest-noriaki-kasai.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli chodzi o NZN to listy zostają przekazywane do rąk zawodników. Od zawodników zależy czy dostaniesz list czy nie ;-)

    OdpowiedzUsuń

W komentarzu pozostaw coś więcej niż tylko gratulacje i linka do swojej strony.