Choć sezon 2025/2026 dobiegł końca pod koniec marca, emocje związane ze skokami narciarskimi mogliśmy przeżywać jeszcze 1 kwietnia. Firma Red Bull po raz drugi zaprosiła czołowych zawodników, organizując na deser konkurs skoków do celu – coś zupełnie odmiennego od rywalizacji znanej z zawodów pod egidą FIS.
Pięć czteroosobowych drużyn rywalizowało o to, by w ośmiu skokach osiągnąć łączny dystans dokładnie 1000 metrów. Nie było not sędziowskich ani przeliczników za wiatr czy belkę. Każdy z kapitanów drużyn – Adam Małysz, Janne Ahonen, Martin Schmitt, Andreas Goldberger i Thomas Morgenstern – rozpoczął rywalizację skokiem na skoczni HS4. Tę nietypową próbę wygrał Schmitt, osiągając rozmiar skoczni, czyli 4 metry.
Po kapitańskiej serii przystąpiono do właściwej rywalizacji, znacząco różniącej się od klasycznych konkursów. Tu liczyła się przede wszystkim precyzja. Przed każdym skokiem zawodnik wspólnie z kapitanem deklarował odległość, jaką zamierza osiągnąć. Rozrzut był spory – od około 100 metrów po próby przekraczające rozmiar skoczni (na te najdalsze połakomił się m.in. Domen Prevc). Trafienie w zadeklarowaną odległość pozwalało skorygować wynik drużyny o maksymalnie trzy metry.
Skoki „w punkt” oglądaliśmy trzykrotnie – autorami perfekcyjnych prób byli Gregor Deschwanden (127 m), Dawid Kubacki (110 m) oraz Marius Lindvik (125 m). To właśnie trafienie Lindvika przesądziło o zwycięstwie drużyny Schmitta, która osiągnęła idealne 1000 metrów. W skład triumfatorów weszli Kubacki, Lindvik, Anže Lanišek i Andreas Wellinger.
Zaledwie jednego metra zabrakło zespołowi prowadzonego przez Małysza, który ostatecznie zajął drugie miejsce. Kolejne lokaty zajęły drużyny Morgensterna (998,5 m), Goldbergera (998 m) oraz Ahonena (996,5 m).
Oglądanie tych zawodów na żywo było niezwykle emocjonujące, a przy tym – co najważniejsze – bardzo przejrzyste. Belka i wiatr nie miały znaczenia, liczyła się wyłącznie odległość, czyli najbardziej namacalny element skoków narciarskich. Nawet bez dostępu do aplikacji mobilnych można było bez problemu orientować się w sytuacji konkursowej – zarówno w aktualnej klasyfikacji, jak i w deklarowanych oraz osiąganych odległościach.
Jedynym minusem była pogoda – gęsto padający śnieg przez całe zawody dawał się we znaki widowni. Trzeba jednak przyznać, że ośnieżona Wielka Krokiew oraz całe Zakopane prezentowały się w tych warunkach wręcz magicznie.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W komentarzu pozostaw coś więcej niż tylko gratulacje i linka do swojej strony.